That’s it that’s all???

Mamy dla Was krótki tekst, rozprawkę o różnych obliczach snowboardu. Związane jest to z ostatnim trendami na robie filmów w różnych stylach i o różnych stylach. Liczymy na ciekawe komentarze lub ich brak. Cały wywód w czytaj więcej.

Zgodnie z tym, co pokazały pierwsze produkcje najsłynniejszej chyba wytwórni filmów snowboardowych MDP (przechodzącej już ponoć w status „świętej pamięci”…), ta piękna pasja jednej deski wyglądała niegdyś zupełnie inaczej. Filmy, jeszcze na kasetach vhs, montowane poprzez wycinanie i wklejanie pojedynczych partii taśmy, dogrywając muzykę nowym modelem kaseciaka Unitry i dystrybuując potem te cuda po lokalnych sklepach „gdziekolwiek”. Było pięknie, na deskach bez malowniczych grafik, w railway suitach, narciarskich Uvexach, bez ciśnienia. Teraz mamy kolorowy świat snowboardu, w którym prym wiedzie Królewna Śnieżka (ang. Snow White – skojarzenie rzucające się w oczy), ciuszki i deski spod znaku zawiniętej strzałki, contesty z wielkimi sumami w nagrodach, najwięksi sponsorzy i duże, często bardzo duże pieniądze.

Oglądając obecne produkcje spod ręki MackDawg (Picture This, Follow me around czy ostatni Double Decade) stykamy się z pełnym profesjonalizmem, istnymi studiami filmowymi rozłożonymi na miejscówkach, puchem i rurkami w jakości HD, największymi nazwiskami pod szyldami największych marek. To, co jest dobre w tym wszystkim, to różnorodność: w każdym filmie mamy do czynienia zarówno z wielkimi wyjadaczami contestowymi (Eero Ettala, Lauri Heiskari czy Jussi) jak i z tymi, którzy do statusu „my name is my brand” doszli omijając wielkie imprezy (Jeremy Jones, JP Walker, Devun Walsh). Oglądając jednak, zarówno przedstawicieli jednej, jak i drugiej grupy, ma się wrażenie, że większy udział w całej produkcji miały pieniądze i sponsorzy, niż sami riderzy.

Ostatnio mało znana (żeby nie powiedzieć: nie znana w ogóle) wytwórnia BrainFarm wypuściła efekt swojej długiej pracy, ogromnego nakładu pieniędzy (budżet filmu wyniósł prawie tyle, ile hollywoodzka produkcja klasy B, czyli jak na film snowboardowy – w cholerę), największych sponsorów (Quiksilver i Redbull). Cała zabawa nazywa się „That’s it, that’s all” i sygnowana jest nazwiskiem Travisa Rice’a, który pokazuje, że np. double rodeo robi sobie „ot tak”. Zaznaczę od razu, że nie lubię produkcji sygnowanych czyimkolwiek nazwiskiem: wypowiedzi Travisa o tym, jak bardzo kocha snowboarding i jak bardzo wypełnia mu życie, są nudne jak opowieści staruszków o członkach rodziny; Latającemu Pomidorowi w „The White Album” przy każdej wypowiedzi stylistka układała włosy ponoć przez około godzinę, a „Jibbing with Jeremy Jones” powinien być serwowany jako lek na bezsenność – ja padam po kilku minutach. Jednak BrainFarm do swojej produkcji wrzucił coś, co przeprowadziło swoistą rewolucję: bardzo dużo pieniędzy, helikopterów, kamer High Definition, studia, terenowego Cadillaca za sporą sumkę zielonych i dużo bardzo dobrych skoczków. Opłacało się?

Teraz coś z innej bajki: powiedzcie mi, drogie dzieci, kto z was zna wytwórnię Kidsknow Productions? Dość powiedzieć, że znana jest z dwóch bodajże filmów, których budżet wynosił łącznie „mamy tyle, żeby było na benzynę do Whistler i z powrotem, żarcie i tani motel”, starego Panasonica z obiektywem Leica i kilku kumpli z jednej skoczni. Z całego tego filmowania „off da game” powstały „Love Hate” i „Burning Bridges”, w których swoje umiejętności pokazali riderzy pochowani niegdyś po wioskach. Wyszło pięknie, jak dla mnie dużo lepiej, niż w przypadkach tych bardziej komercyjnych produkcji, pokazując, że aby nakręcić dobry film, nie potrzeba tej całej otoczki, sponsorów z milionem dolarów i nie wiadomo jakich ujęć. Liczy się pasja?

„Ci drudzy” poniekąd jednak przeszli stopniowo do statusu „tych pierwszych”. MDP, żeby nie być taką do końca sprzedajną świnią, zorganizował ekipę nazwaną po prostu People, która zrzeszała właśnie tych mniej „wyświetlających się”, typu Jon Kooley czy Darell Mathes (który później został full time pro w wielkich produkcjach). Filmy „We’re People, Too!” czy ostatni „Down with People” – z bardzo dobrą wstawką na końcu, gdzie wielcy pro „wyśmiewają” riderów z filmu, podsumowując cały podział. O ironio…

Firmy stricte powiązane ze snowboardingiem też mamy bardzo różne. Prym wiedzie oczywiście Burton, którego ciuchy czy deski można kupić w każdym większym mieście świata. Z tych największych należy wymienić Quiksilvera, Oakley, Volcom czy DC. Jak grzyby po deszczu wyrastają mniejsi i więksi producenci wiązań, desek, gogli, ciuchów, czapek i całego tego tałatajstwa. Przemysł rośnie, coraz więcej kasy jest ładowanych w snowboard, coraz więcej miejsc, gdzie śniegu jest po pachy, decyduje się na promocję poprzez snowboard. Dobrze, czy źle?

Podsumowując, powinno się napisać, że wszystko, co służy snowboardingowi i temu, by sponsorzy, organizatorzy contestów, reklamodawcy itp. chcieli łożyć kapustę na rozwój całego biznesu, jest dobre. Shaunowi, jaki komercyjny by nie był, można być wdzięcznym za nową zabawkę pt. Shaun White Snowboarding, która jest notabene najlepszym symulatorem jazdy na snowboardzie w historii gier na konsole. Jake’owi Burtonowi należałoby podziękować za to, że sprzęt snowboardowy sygnowany jego nazwiskiem, można już kupić praktycznie wszędzie, gdzie jest śnieg – co jest dobre, bo wpłynęło to mocno na rozwój dystrybucji snowboardingu na świecie. Jako fan filmów snowboardowych, czekam zarówno na te większe, jak i te mniejsze produkcje, z przyjemnością oglądając, jak Wiig kręci dwunastki i jak koleś, którego nazwiska za chwilę nie będę pamiętał, daje radę na rurkach w magicznym resorcie „nowhere”. Byle do przodu, powiedział góral, pchając malucha na Biały Krzyż. A Ty, dzieciaku z metkami, co w tym wszystkim cenisz najbardziej??

Personality01, personality01.ownlog.com

17 myśli nt. „That’s it that’s all???

  1. wysoooooooooookie 5 za text!!!

    keep snowboarding underground

  2. dzień dobry, a ja przeczytałem. jedyne co mnie popudziło to mowa o Walkerze i jego reklama 32 po prawej stronie. dobre zgranie. do widzenia.

  3. keep snowboarding underground? jednak aby nasze zawody i zawodnicy byli na swiatowym poziomi potrzebni sa sponsorzy! a aby firmy wykladaly kase najpierw musza ja zarobic, blede kolo;P

  4. ja juz dwa albo trzy lata nie oglądam filmów snow i żyje…

  5. Snowboarding jest taki jaki ty chcesz zeby byl, chcesz byc grupis i lansowac sie w nowej kolekcji volcoma itp to spoko jaraj sie tym chcesz jezdzic i robic dupne triki bo to jest fajne to spoko rob to jak sprawia ci to przyjemnosc a jak jezdzisz bo poprostu podczas jazdy czujesz sie jak po extasy to tez super, wazne jest to ze sprawia to nam wszystkim przyjemnosc. a to czy snowboard idzie w ta czy w tamta strone to nie jest takie wazne, kazdy pojdzie w tą strone gdzie bedzie chcial. Dla mnie mistrz zajawkowym filmem jest Pony Tale natomiast That’s It That’s All jest zajebistym filmem ktory lajtowo mozna nazwac arcydzielem, helikoptery, samochody, mikrofony kierunkowe, programy, alaska ogolnie Hollywood. Ten film pokazuje ze poprzez jazde na desce mozna zwiedzic caly swiat poznac duzo nowych ludzi duzo sie nauczyc byc w miejscach w ktorych jeszcze nikt nie byl.
    Ja osobiscie jezdze dla siebie i jaram sie snowboardem w 110%
    PEACE

  6. text-trzaskanie zamknietymi drzwiami.i poza tym o gustach sie nie dyskutuje,jedni lubia kawior,inni pasztet z biedronki,mimo wszystko obaj nie chodza glodni.

  7. też kiedyś pchałem malucha na BK. popychacz do pompy paliowej był za krótki.
    w każdym razie co do snowboardu to pieprzyć nauke jazdy na stoku :)

  8. hajs srodkiem,a nie celem sprzedajne spoleczniaki, najarac sie i na rure!!

  9. mam wrazenie, ze tekst jest o niczym. autor probuje potajemnie skrytykowac jakis tam lans, ze odbiega to od esencji frajdy z jazdy, a sam pisze tekst o tych wszystkich bzdurach, zamiast smarowac w tym czasie deske. ale tak jak ja moge skrytykowac to co on zrobil, tak i on sobie moze krytykowac tamto i siamto, ale nic z tego generalnie nie wynika. chyba wszystko dobrze ujal pinki. co kto lubi. po co krytykowac, po co pisac takie teksty, jak i po co takie komentarze jak ten moj. nic to nie zmienia ;]

  10. hehe dobrze się uśmiałam… odnoszę podobne co chemik, że tekst miał krytykować lans ale chya się gdzieś to zagubiło.
    poza tym kilka poważnych błędów merytorycznych
    1/podział na rajderów contestowych i filmowych – żeby filmować z mack dawgiem trzea mieć wyrobione nazwisko – a pewnym etapem o tego są właśnie zawody. każdy z wymienionych riderów ma na koncie niejeden contest ( bądź co bądź wydaje mi się, że akurat heiskari najmniej a został zakwalifikowany do tych contestowych)
    2/Kidsknow jako undergroundowa wytwórnia??? inny snowboarding, inne filmowanie, może mniejszy budżet ale wcale niemały. za tym wszystkim stoi mickey leblanc, który nie jest lokalnym rajderem, tak samo jak i reszta występująca w tym filmie. to, że nie byli znani wtedy w Polsce nie znaczy, że byli nie-wiadomo-skąd.
    3/ MDPeople to kontynuacja Neoproto – fakt, że MDP ich przejął, ale to też nie są riderzy z szóstej ligi i nigdy nie byli.
    4/ z tego, co wiem to Brainfarm został założony wlaśnie przez T-Rice’a i jego kumpla specjalnie na potrzeby tej produkcji [TITA]

    ogólnie, całkiem dobry styl pisania, ale błedów rzeczowych w podstawowych argumentach artykułu nie da się przeoczyć.

    pozdrawiam

  11. sorry, wylałam sobie kiedyś kawę na klawiaturę i mi literki czasami ‘wcina’. mam nadzieję, że da się to przeczytać.

    pozdr.

  12. to ja może z odpowiedziami pośpieszę lekko:
    deski nie smaruję zamiast pisać, bo mieszkam w Danii, jak słusznie i przesympatycznie zauważył Pan Paweł – gdzie śniegu jak na lekarstwo, a perspektywy do jazdy takie, jak do skoków na banji przy użyciu gumki do majtek – jak już to betonowy hardkor…
    g:
    Heikisari to gwiazda od jednego sezonu: fakt, bardzo mocno daje radę, ale czy gdyby jednym z main sponsorów ostatniego filmu było DC, pojawiłby się tam w ogóle?
    Mikey LeBlanc – ok, malutka (wzrostowo) ale legenda jest, kiedy ten film wychodził, była jakaś tam sensacja w Poldonie z tego, cały fakt: popatrz, masz wielkobudżetowego Burka, Volcoma, DC, 32 itp, LeBlanc założył Holdena, który jest poza całą zabawą w wielkie nazwy, mnie się rozchodzi o takie firmy pokroju np. Ashbury, gdzie nie samymi contestami człowiek żyje
    a Brainfarm ma ponoć nie skończyć na jednej produkcji pana Ryżowego, to już tak na zawiasie

  13. ciekawie byl bylo jakby ktos napisal tekst o polskim snowboardingu…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>